wtorek, 3 marca 2015

ZELMER LINEA BIANCA 33Z031 - Niezbędnik w mojej łazience! :)

Witajcie!
Dziś trochę z innej beczki! Ostatnio, w którymś z postów, wspominałam Wam o mojej prostownico lokówce. Dostałam od Was mnóstwo pytań odnośnie tego sprzętu, jak i próśb, bym przedstawiła Wam moje małe cudo. I oto jest! Zelmer Linea Bianca 33Z031. Pod taką nazwą i symbolem kryje się to białe urządzenie.



Może zacznę od początku. Moją pierwszą prostownicą, klasyczną, którą także robiłam na włosach loki była prostownica z firmy Remington. Była bardzo dobrym sprzętem, po niejednym upadku pracowała bez zarzutu. Niestety pewnego dnia trzask, dym, swąd spalenizny i niestety... Moja ukochana prostownica odeszła. Pamiętam, że był to dla mnie okres, kiedy namiętnie prostowałam lub kręciłam włosy tym urządzeniem, więc jego brak był dla mnie jednoznaczny z tragedią. Długo zastanawiałam się, co będzie moim następnym sprzętem praktycznie codziennego użytku, który sprosta dosyć wysoko postawionej poprzeczce. Z pomocą przyszedł mi mój mężczyzna, który dzielnie pomagał mi w wyborze firmy, parametrów. Wybór padł na Remingtona lub Babyliss. No to skoro już wybraliśmy to jedziemy. Wchodzimy do galerii w poszukiwaniu sklepu rtv/agd. Jest! Nasz ulubiony MediaMarkt. Po odnalezieniu odpowiedniej alejki moim ogromnym zdziwieniem było to, że żadna z dostępnych prostownic nie wpadła mi w oko, nie sprostała moim wymaganiom. A szukałam przecież zwykłej prostownicy, którą łatwo mi będzie także robić loki. Chodzę, patrzę, oglądam, dotykam... Nagle spostrzegam mojego faceta, który mruga do mnie okiem i mówi 'mam!'. Podchodzę do niego, i co? Biała lokówka – tak wtedy myślałam – ohydna, jakiejś firmy, która specjalizuje się w produkcji odkurzaczy (tak mi się firma Zelmer kojarzyła). Narzekałam, że nie taka, że wąskie płytki, że nie poradzi sobie z moimi grubymi włosami, że nie ujarzmi moich sztywnych kosmyków. Za namową faceta, że to na pewno dobry sprzęt wzięłam. I nie żałuję!



Dlaczego poczęstowałam Was tak długim wstępem? Dlatego, że czasem coś jest całkowicie inne, niż nam się wydaje, że jest. To takie małe przesłanie :) A tak na poważnie dlatego, że wracając do domu nie byłam zadowolona z zakupu i byłam przekonana, że wrócę i oddam to białe coś do sklepu.

I jakież było moje zdziwienie, gdy otworzyłam pudełko (już go niestety nie mam). Pięknie zapakowana, zabezpieczona przed wstrząsami, upadkiem itp. w środku znajdował się także pokrowiec na prostownico – lokówkę. Chciałabym Wam go pokazać, ale niestety nie mogę go znaleźć (!). Wszystko ładnie, pięknie, ale cała prawda wyjdzie podczas używania.

Od tamtej pory, kiedy użyłam jej pierwszy raz, używam jej do dziś i nigdy w życiu nie oddam i nie wymienię na żaden inny sprzęt tego rodzaju. A dlaczego to urządzenie tak mi się podoba? Za chwilkę wszystko Wam wytłumaczę.

Pierwsze, co rzuca mi się w oczy, to lekkość sprzętu. Nie obciąża ręki, nie sprawia trudności w trzymaniu, ba! Pewnie leży w dłoni. To pewnie za sprawą materiału, z jakiego jest wykonana prostownico lokówka. Niby jest to zwykły plastik, ale niesamowicie przyjemny i antypoślizgowy. Dla mnie duży, duży plus. Kolejną rzeczą, którą widać, i nie da się tego ukryć, jest bardzo, bardzo, bardzo długi kabel. Moja poprzednia prostownica miała kabel znacznie krótszy. Nie chcę Was okłamać, a centymetra nie mam pod ręką, ale na oko ten kabel ma jakieś 2 metry! Na dodatek posiada bardzo dobrą funkcję, którą ja uwielbiam we wszelakich sprzętach, a mianowicie obrotowy kabel, który niesamowicie ułatwia pracę.

Blokada, to także rzecz, która jest dla mnie ważna. Dzięki niej zamykamy płytki, blokujemy i oszczędzamy miejsce w łazience. Dzięki blokadzie zamykania, urządzenie świetnie wchodzi do swojego pokrowca. Niestety nie mam Wam, jak pokazać, ale obiecuję, że jak tylko znajdę pokrowiec uzupełnię post o zdjęcia.




Po włączeniu do kontaktu, urządzenie należy włączyć specjalnym suwakiem znajdującym się z boku urządzenia. Dla mnie to fajna opcja.



Obok suwaka do włączania i wyłączania urządzenia, mamy także pokrętło do regulacji temperatury. Nie ma niestety skali, ale za to jest pasek, który pogrubia się w miarę wzrostu temperatury. Oznaczenie, jakie jest ale jest, więc nie mamy co narzekać. Pokrętło pracuje płynnie, nie zacina się i samoistnie się nie przekręca.




Wskaźnik od temperatury znajduje się na wierzchu urządzenia. Jest to skala w postaci 6 lampek ułożonych pionowo, jedna nad drugą. Najmniejsza temperatura to 110 stopni, najwyższa 210 stopni. Muszę tutaj powiedzieć, że lampki po włączeniu urządzenia zaczynają się świecić. Gdy sprzęt rozgrzeje się do temperatury, jaką chcemy uzyskać, przestaje mrugać i zatrzymuje się. Wszystko to bardzo fajnie wygląda i jest niesamowicie intuicyjne. Nic trudnego!



Nad skalą temperatury znajduje się kilka wytłoczonych kropek, które mają chyba za zadanie być miejscem do trzymania kciuka. Ja osobiście nie lubię tego miejsca, drażni mnie ono. Ale rozumiem, ze producent miał na myśli nasze dobro :)



No to teraz czas na płytki. Jeden z ciekawszych elementów w tym urządzeniu. Klasyczne płaskie płytki prostujące w środku. Z zewnątrz zaokrąglone. Czyli, otwarte urządzenie jest prostownicą, zamknięte lokówką! Proste? Proste! I jakie pomocne! :) Nie mam pojęcia, jakiego rodzaju są to płytki. Nie pamiętam, a wymyślać nie chcę. Najważniejsze, że robią robotę. Nie rysują się, nie brudzą, nie widać żadnego śladu użytkowania, a moją biancę mam już prawie 3 lata. Na początku bałam się, że płytki będą zbyt wąskie. Długość była dla mnie idealna, zaś o szerokość się trochę obawiałam. Mam naprawdę trudne włosy. Okazało się jednak, że moje obawy były całkowicie niepotrzebne! Płytki mają idealny rozmiar!







Na samym czubku prostownico – lokówki znajduje się spłaszczony, srebrny plastik. Służy on na pewno do chwytania w tym miejscu urządzenia podczas stylizacji włosów. Miejsce to absolutnie się nie grzeje, także spokojnie można za nie łapać. Mnie się jednak nie przydaje.




Jednego, czego trochę mi brakuje to uchwyt na powieszenie sprzętu np. na jakimś wieszaku łazienkowym. A tak niestety moja biała lokówka leży sobie na półce.

Jeszcze coś, o czym prawie bym zapomniała! Nóżki! Podczas stylizacji włosów, rzadko zdarza się tak, że ciągle trzymamy urządzenie w dłoniach. Przecież musimy je czasem odłożyć na nasze piękne meble łazienkowe. A żeby ich nie zniszczyć, z pomocą przychodzą nam nóżki, które zabezpieczają nasze meble przed bezpośrednim dotykiem płytek. Nóżki są niewielkie, niewidzialne wręcz, nie przeszkadzają podczas stylizacji, ale skutecznie unoszą rozgrzane płytki i dzięki temu chronią nasze blaty przed uszkodzeniem wysoką temperaturą.




To by było chyba tyle. Nie wiem, czy prostownico – lokówka jest gdzieś dostępna w sprzedaży. Mam nadzieję, że tak. Zapomniałam Wam jeszcze wspomnieć o cenie. Kosztowała mnie ona dokładnie 105zł. Uważam, że jak za tak dobry sprzęt to naprawdę niewiele! 
 
O tym, jak prostuję i jakim sposobem (jest ich kilka) kręcę włosy napiszę Wam w oddzielnym poście!

Macie może tą prostownicę? A może macie coś podobnego? Czekam z niecierpliwością na Wasze komentarze i opinie :)
Mam nadzieję, że zaspokoiłam Wasze zainteresowanie. Czekam na dalsze propozycje postów!
Buziaki ! :*


9 komentarzy:

  1. ja osobiści po takie urządzenia nie sięgam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam coś podobnego z biedronki. Fajna sprawa ale ja cierpliwość trochę zatraciłam jeśli chodzi robienie "coś" z włosami.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja z zelmera już nic nie kupię. Mam ich suszarkę do włosów i jest to straszny badziew ;/

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja mam prostownice Remington taką sprzed 10 lat ;D W zasadzie nie używam. Ale Twoja to "rakieta" tyle funkcji ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja też mam Remingtona. Jest świetna!

    OdpowiedzUsuń
  6. Chętnie bym korzystała z takich produktów jak lokówka i prostownica...
    Ah te moje (krótkie) włosy...marzą mi się długie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A mi krótkie! Zamiana? :P Kochana masz piękną, krótką fryzurę! Nic nie zmieniaj :)

      Usuń
  7. Ja już od 2-3 lat nie używam prostownicy :) Wystarczy, że niszczę włosy farbowaniem :P
    Czekam na post o tym, jak kręcisz loki :) Mimo, że nigdy nie lubiłam u siebie loków, to chętnie czytam i oglądam takie posty i tutoriale :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też niszczę, ale czasem trzeba poprawić urodę :) Rzadko moje naturalne loki ułożą się tak, że jestem z nich zadowolona... A post na pewno się pokaże, potrzebuję tylko czasu :)

      Usuń