wtorek, 20 września 2016

42 by Beauty More - V - Seduisant. Perfumy uwodzicielsko piękne!

 
Miałyście kiedyś zapachowe deja vu? Ja owszem, o czym informowałam Was na moim instagramie. Wiecie na pewno, że mój absolutnie ulubiony zapach to Alien. I wyobraźcie sobie, że jakiś czas temu wąchałam różne perfumy i wśród flakonów, znalazłam taki, którego zawartość na pierwszy rzut 'nosa' łudząco przypominała mi właśnie aliena. Nawet krzyknęłam do koleżanek 'słuchajcie! To pachnie jak mój alien!'. Koleżanki zgodnie potwierdziły, więc ja zachwycona odkryciem zaopatrzyłam się właśnie w ten zapach. Perfumy, a raczej woda perfumowana, o której mówię to 42 by Beauty More Seduisant. Jak pachnie i jak się sprawdza? Zachęcam do czytania dalszej części posta.


Zapach zamknięty jest oczywiście we flakonie, a flakon w kartonie. Karton jaki jest każdy widzi. Nic odkrywczego, nic ciekawego. Ot biały kartonik z  minimalną szatą graficzną, a nawet jej brakiem i elementem malinowej czerwieni. Dużo lepiej prezentuje się to, co jest w środku. Po otwarciu kartonika ukazuje się  przepiękny, klasyczny flakon. Prosta bryła, brak jakichkolwiek udziwneń, minimalne obrandowanie. Wszystko wygląda bardzo elegancko i klasycznie. Dla mnie bomba. Jaram się flakonami perfum. Do tego ten lekko czerwono/malinowy kolor. 


 

Zapach, jaki jest zamknięty w tym uroczym, szklanym flakoniku to coś cudownego. Myślę, że na pierwszy rzut oka każda alienoholiczka powiedziałaby, że jest to ideany zamiennik. Sama myślałam tak przez dluższy czas. Jednak im dłużej go używam, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że zapach tylko na początku jest łudząco podobny do aliena. Owszem zawiera jaśmin i ambrę, ale jest nieco słabszy, mniej intensywny i zdecydowanie bardziej kwiatowy.  

Mimo tego, że zamiennikiem aliena nie jest i tak go uwielbiam. Jest to zapach początkowo mocny, który przepięknie się rozwija i traci na mocy. Ale ta utrata jest w przypadku tego zapachu bardzo na plus. Im mniej intensywnie pachnie, tym bardziej kwiatowy się staje. Lekko słodkawy ale z cierpką nutą. Lekko gorzki ale nadal słodko kwiatowy. Jest to tak unikatowy zapach, że ciężko go opisać. Na pewno jaśmin jest tu elementem dominującym. Ale czuć także kaszmir, który dodaje ciepła i działa lekko otulająco.
Zapach jest piękny i muszę Wam powiedzieć, że jestem przyjemnie zaskoczona jego trwałością. Kilka psiknięć, a trzyma się kilka dobrych godzin. Na pewno utrzymuje się na skórze znacznie dłużej niż Prada Candy, o której niedawno pisałam (KLIK).
Mam wersję 50ml, która kosztuje dokładnie 69,99zł. Jak za tak świetny jakościowo zapach, uważam, że to niewiele.


Zdecydowanie polecam kobietom, które nie boją się zapachu jaśminu i ambry. Kobietom, które lubią zapachy mocne, słodkie i gorzkie jednocześnie. Na pewno jest to zapach dla kobiet pewnych siebie, zdecydowanych i odważnych. Romantyczki na pewno będą czuły się źle w tym zapachu.
Czujecie się przekonane? Mam nadzieję, że tak! A jakie nuty w perfumach Wy lubicie? Czekam na Wasze komentarze!
Buziaki ! :*

1 komentarz:

  1. Lubię kwiatowe nuty, więc po rozwinięciu mógłby i mnie się spodobać :)

    OdpowiedzUsuń