Witajcie Kochane !
Nie, nie dziś nie będzie makijażu!
Dziś będzie recenzja cienia, który znalazł się w moich ulubieńcach listopada (klik). Produkt, który moim zdaniem jest baaaardzo niedoceniany, a nawet słabo znany. A zasługuje na uwagę.
Jest to czarny cień z firmy Mariza z kolorze głęboka czerń (09).
Zacznę od opakowania. Zwykłe, plastikowe, okrągłe, zakręcane. Można byłoby powiedzieć, że standardowe, bo większość cieni 'mieszka' w takim opakowaniu. Solidne, łatwo się zakręca. Osobiście wolę taki rodzaj opakowania. Ja jestem 'psuj' i zazwyczaj otwierane opakowania łamią mi się w rękach :)
Napisy się nie zdzierają. Ale plastikowa, przezroczysta szybka trochę się rysuje. Nie zawadza to jednak w używaniu, a kolor cienia dalej jest widoczny.
Gramatura cienia to 3 gramy.
Cień jest w stu procentach matowy i idealnie czarny. Jest to pierwszy cień w czarnym kolorze, który naprawdę jest, jak smoła. Nie wpada w grafit, nie rozciera się w grafit, nie ma w sobie nic z szarości.
Konsystencja cienia jest pudrowa, ale nie sucha. Należy do tych bardziej miękkich i bardziej 'mokrych' konsystencji, ale nadal pudrowych. Pigmentacja bez zarzutu. Nawet bez bazy i czarnej kredki na powiece jest czarny. Serio! Niesamowite, co nie? Nakładanie go na powieki to przyjemność, rozcieranie cienia to ekstaza :) Potrafi się osypywać, ale nie robi tego szaleńczo. Rzadko kiedy takie cienie się nie osypują.
Trwałość? U mnie trzyma się super. Oczywiście bez bazy nie trzyma się zbyt dobrze, ale to dlatego, że mam bardzo tłuste powieki. Ale nie jest tak źle. Nie poddany ekstremalnym warunkom powinien wytrzymać kilka godzin. Muszę wspomnieć też, że nie blednie w trakcie noszenia go na powiece, nie płowieje, nie tworzą się plamy ani prześwity.
Może jeszcze coś na temat wydajności? Używam go od sierpnia. Najczęściej robię nim kreski, bo wyglądają fajnie, rzadziej - ale też często, używam go do makijażu. A zużycie? Niewielkie!
Może jeszcze coś na temat wydajności? Używam go od sierpnia. Najczęściej robię nim kreski, bo wyglądają fajnie, rzadziej - ale też często, używam go do makijażu. A zużycie? Niewielkie!
Cena? Myślę, że baaardzo ok. Za taka jakość cienia i taką pigmentacje jest super. Kosztuje od 9,90zł (w czasie promocji) do 13,90 (bez promocji).
Dostępność? Katalogi wysyłkowe, dostępne u konsultantek i allegro.
Cóż więcej mogę dodać? Cień ideał. Nawet czerń z inglota nie jest tak czarna, jak ta. Jedyn czerń, która dorównuje tej z Marizy, to Kobo, którą też polecam.
Poniżej makijaż wykonany tym cieniem, bez bazy i bez czarnej kredki.
Mam nadzieję, że napisałam, wszystko. Jeśli nie - wybaczcie. Nie mam jeszcze wprawy w pisaniu recenzji :P
Nie, nie jest to recenzja sponsorowana i nikt mnie o nią nie prosił. Produkt kupiłam sama, za własne pieniądze. Piszę to, żeby nie było niejasności :)
Czuję silną potrzebę podzielenia się z Wami wszystkim tym, co uważam za świetne i nieodkryte lub niedocenione, a taki właśnie jest ten cień.
Miałyście ten kosmetyk?
Co o nim sądzicie?
Macie jakąś swoją ulubioną czerń?
Czekam na wasze komentarze.
Pozdawiam!