wtorek, 11 marca 2014

MAKIJAŻ - Sleek ACID odsłona pierwsza :)

Witajcie!
Z góry przepraszam Was za brak odzewu z mojej strony, ale niestety dopadł mnie brak czasu... :( Staram się jak moge wygospodarować chwilkę ale z marnym skutkiem. Ale na pocieszenie dodam, że wchodzę na Wasze blogi codziennie, i mimo, że nie komentuję, czytam wszystkie nowe posty na Waszych blogach :)
Tyle tytułem wstępu, a teraz do meritum.




W poprzedniej notce pokazywałam Wam mój prezent, czyli paletkę Sleek'a Acid. Niestety miałam przyjemność używać jej tylko raz jak do tej pory więc nic Wam o niej nie powiem. Na opinię musicie jeszcze trochę poczekać :)

Dla mnie, osoby która uwielbia kolory i szalone makijaże, dorwać się do takiej palety to trochę udręka. Dlaczego? Ano dlatego, że wszystkie kolory chciałabym mieć na oczach! Bardzo ciężko było mi wybrać tylko kilka z nich, kiedy wszystkie kolory kusiły i uśmiechały się do mnie :D
Dlatego dziś pokażę Wam makijaż kolorowy, niestety intensywność kolorów nie jest oddana w stu procentach ze względu na to, że makijaż i zdjęcia robione były zanim przyszła do nas ta piękna wiosna i słońce. Ale nie martwcie się! Na pewno jeszcze nie raz coś zmalujemy z ACID'em :)






Jak Wam się podoba? :)
Czekam na Wasze komentarze!
Buziaki :*


piątek, 7 marca 2014

Wszyscy mają Sleek'a - mam i ja! :)

Witajcie Kochane !

Przychodzę dziś do Was z nowością w mojej kosmetyczce :)
Nie mogłam się powstrzymać przed tym, żeby Wam pokazać to cudo. Ja cieszę się, jak mała dziewczynka :)



Odkąd zobaczyłam cienie Sleek'a, zakochałam się w nich bezgranicznie. Kiedy zdecydowałam się kupić paletkę, akurat wchodziły coraz to nowsze i nowsze, i takim oto sposobem wybór stawał się coraz trudniejszy. Z pomocą przyszedł mi mój Narzeczony, który podjął decyzję za mnie i zakupił mi, jako niespodziankę paletkę Sleek'a Acid. Trafił idealnie! Sama miałabym problem, czy ta, czy inna, czy może wszystkie :D A tak zostałam postawiona przed faktem i mam!




Paletek Sleek'a nie da się nie znać. Zna je cała blogosfera. Dlatego nie będę Wam opisywać co to dokładnie za twór :D Piękna, cudowna, zarówiasta, kolorowa... Będzie idealna na wiosnę dla takiego freaka makijażowego, jak ja. Już się nie mogę doczekać, kiedy ją przetestuję i zmacam :) Dlatego też uciekam palpacyjnie sprawdzać jakość paletki :)

Oczywiście na pewno pochwalę się Wam, co stworzyłam :) I na pewno, jak już ją trochę pomęczę, dam Wam znać co o niej sądzę i czy jest tak cudowna, jak wygląda :)

A tymczasem napiszcie w komentarzach, czy macie tą paletkę, czy inną, i co o nich sądzicie :)

Buziaki!

poniedziałek, 3 marca 2014

RECENZJA - Essence Get Big Lashes.

Witajcie!

Dziś recenzja Essense Get Big Lashes. Maskara, która jest jedną z moich ulubionych maskar. 
Jest to chyba już 5 opakowanie tego tuszu, więc chyba nie muszę mówić, że ją lubię :)

Tusz do kupienia w szafach essence w Drogeriach Natura, HeBe i w Douglasie.
Koszt to ok 10zł.

Zacznijmy od początku.
Tusz zakmnięty w dużym, masywnym, plastikowym, czarnym opakowaniu. 



APLIKATOR/SZCZOTECZKA:
Po otwarciu pokazuje nam się ogromna szczota, czyli taka, jakie lubię ja i moje rzęsy. Niestety na czubku szczoteczki zostaje nam niewielki glut produktu, ale co tam, mogę mu to wybaczyć, w końcu większość maskar tak ma. (UWAGA! Gdy po wyjęciu szczoteczki z tuszu, zostaje Wam glut broń Boże nie wycierajcie go o brzeg opakowania. Ta resztka, którą zostawiacie oksyduje, wysycha, po czym przy następnym wkładaniu szczoteczki do opakowania wtłaczacie ten zschnięty glut do środka... A on sobie tam w środku, schnie i schnie. Fuj! Skraca to żywotność Waszego tuszu. Dlatego moja RADA: Wycierajcie te gluty w chusteczki higieniczne :D).



APLIKACJA:
Aplikacja tuszu przebiega dość zawile. Tusz nie jest rzadki, powiedziałąbym nawet, że ma trochę suchą konsystencję, przez co musimy kilkukrotnie przejechać szczoteczką po rzęsach, żeby bo zaaplikować na nasze firanki. Ale, ale! Ma to też swoją dobra stronę. Dzięki temu, że musimy kilka razy poczochrać nasze rzęsy są one rozczesane i ładnie rozdzielone, bo ta szczoteczka idealnie nam to robi. Nie skleja rzęs, nie robi nam pajęczych nóg (no chyba, że kładziemy 5 warstw tuszu na rzęsy).


KONSYSTENCJA:
Jak już wspomniałam wcześniej, nieco sucha, ale to nie jest w przypadku tego tuszu jego wadą. Po upływie 3 tygodni produkt powoli nam zaczyna wysychać i w okolicach 2 miesiąca od otwarcia robi nam się praktyczne nie do użytku. Ale patrząc na niski koszt produktu, można sobie pozwolić na wydatek rzędu 10zł na tusz, co dwa miesiące.

TRWAŁOŚĆ:
Super! Nie kruszy się, nie schodzi z rzęs w ciągu dnia. Dobrze się go zmywa, nie ma z nim problemu podczas demakijażu oczu.


PLUSY (+)
  • Cena
  • Dostępność
  • Trwałość
  • Aplikacja
  • Łatwy w zmyciu
  • Konsystencja
  • Szczoteczka

NEUTRALNE (+/-)
  • Wysycha po 2 miesiącach
  • Na szczoteczce czasem zostaje glut :D

MINUSY (-)
  • Dla mnie brak !


A oto efekty, jakie daje ten tusz:

Nagie oko :D








Dla mnie jest to tusz idealny. Już wielokrotnie Wam wspominałam, że moje rzęsy nie są wymagające i dobrze wyglądają ubrane nawet w tusz za 5zł. 
Ten tusz naprawdę daje efekt BIG na rzęsach. Są pięknie rozczesane, pogrubione i mega długie, co ja uwielbiam na swoich oczach.
Jeśli ktoś ma rzęsy długie, średnio gęste, tak, jak ja, powinien być z tego tuszu zadowolony :)

Miałyście ten tusz?
Znacie go?
Czekam na Wasze opinie w komentarzach!

PS. Jeśli macie do mnie jakieś pytania, a nie chcecie ich zadawać na forum bloga zapraszam do pisania na maila dziewczynaaliena@gmail.com
I oczywiście odwiedzania mojego Facebooka :)

Buziaki! :*

piątek, 28 lutego 2014

Ulubieńcy Lutego 2014!!



Jest koniec miesiąca, więc czas na podsumowanie kosmetyków, które uzyskały miano ulubionych w miesiącu lutym 2014 roku.



Nie wiem, czy to dużo, czy mało? Są to kosmetyki, których używałam w tym miesiącu naprawdę codziennie, i z ręką na sercu mówię, że są to ulubione kosmetyki tego miesiąca.
Żeby nie przedłużać i nie wdawać się w zbędne wstępy – zaczynamy! :)




Miss Sporty – Liquid Concealer 01 Light


Korektor, który używam pod oczy. Fajnie kryje, fajnie rozświetla, nie wałkuje się, nie wchodzi w załamania, nie ściera się ani nie schodzi ze skóry, długo się utrzymuje – czego chcieć więcej? Na pewno Wam o nim napiszę jakąś notkę bo ten produkt naprawdę jest warty uwagi.



Thierry Mugler – Alien

Perfumy bardzo słodkie, ciężkie, duszące ale przy tym bardzo kobiece i seksowne. Myślę, że jest to ostatni miesiac, kiedy ich używam, bo na sezon wiosenno letni na pewno będą za cięzkie (nie chcę nikogo udusić zapachem np jadąc windą :D).




Maybelline – Color Tattoo 40 permanent taupe

Cień w kremie. Produkt, o którym słyszał chyba każdy. Cały internet aż huczał od opinii na ich temat. Nie wiem nawet, czy jest sens, zebym i ja dodała swoją opinię na jego temat bo w jego sprawie padły już chyba wszystkie ważne informacje i opinie, jakie mogły paść. Uwielbiam kolor, uwielbiam konsystencję, uwielbiam efekt, prostotę, trwałość – wszystko! Jeden z nielicznych przypadków, gdzie Internet zachwycał się naprawdę słusznie :)



Inglot – Cenie 330M i 423P.

Dwa cienie maltretowane przeze mnie w tym miesiacu przeokrutnie. Po perłowym brązie nie widać tak uwielbienia, choć gościł w moim załamaniu naprawdę prawie codziennie. Beżowo kremowy matowy 330 używany przeze mnie codziennie, co widać po kółeczku na środku cienia :P
Używam go na całą powiekę do wyrównania kolorytu, a także jako ugruntowanie korektora, choć teraz już znacznie rzadziej mi do tego służy :)
Cieni z inglota nikomu nie muszę przedstawiać i mówić, dlaczego są moimi ulubionymi cieniami :)
Czemu akurat te dwa? Bo ich połączenie jest szybkie, proste i efektownie wygląda, mimo, że są to tylko dwa cienie :)

Po prawej 330M po lewej 423P.

Essence – Get Big Lashes Volume Boost Maskara

Tusz, który kupiłam ostatnio po raz kolejny i po raz kolejny się nim zachwycam. Daje na rzęsach efekt sztucznych rzęs, niesamowicie je pogrubia. Jak wiecie, moim rzęsom służy nawet tusz za 5zł, ale ten daje niesamowity efekt na moich rzęsach. Fajna gruba szczota, taka, jakie lubię. Nie mam mu nic do zarzucenia – jest po prostu świetny. I tani ! :)



Mariza – Cień do powiek Głęboka Czerrń.

Czarny cień niesamowicie napigmentowany. Pisałam o nim TUTAJ. Czarna, jak noc, matowa. Służy mi głównie do podkreślania linii rzęs, ale używam tego cienia także do mocnych makijaży, które, jak wiecie uwielbiam. Super, super, super!




Essence – Pure Skin Anti-spot compact powder

Mój niedawny nabytek, ale odkąd go mam używam codziennie. Nie mam na razie problemów ze świeceniem się skóry, więc nie powiem Wam, jak radzi sobie z nadmiarem sebum, ale za to bardzo dobrze przedłuża trwałość makijażu, a przede wszystkim korektora! Nie zapycha, nie wysusza – super!




Essence Sun Club – Bronzer 01 Ibiza Sun. (for blondes)

W sumie ni to bronzer ni to rozświetlacz. Napisy już dawno się starły, ale wydaje mi się, że na opakowaniu napisane było, że to jest rozświetlacz. Nie pamiętam – mogę się mylić, jeśli się mylę to mnie poprawcie :P Z wytartych rzesztek jestem w stanie przeczytać jeszcze, że jest to seria sun club, w wersji dla blondynek.
Przecudownie pachnący, piekielnie napigmentowany paskowy bronzer. Przepięknie wygląda na opalonej skórze, czyli w lecie. Można sobie nim zrobić krzywdę, ale w przypadku tego kosmetyku to tylko kwestia wprawy. Kolor może jest nieco czerwonawy, ale to zależy od odcienia skóry, na jaki się go aplikuje i podkładu. Ale ja mu wybaczę wszystko bo jest po prostu rewelacyjnym bronzerem! I przy tym jest bardzo wydajny! :)




Editt – Różo-cienio-rozświetlaczo-puder

Pisałam o nim TUTAJ.
Produkt wielofunkcyjny, róż i cień i rozświetlacz, puder może niekoniecznie, choć tak napisane jest na opakowaniu. Daje przepiękne rozświetlenie, fajnie się utrzymuje, jest ogromny, bardzo wydajny, dobrze napigmentowany. Świetny będzie na okres wiosenno – letni :)



Essence – Stay with me – My Favourite Milkshake

Błyszczyk w pięknym cukierkowo różowym kolorze o zapachu tak słodkim, że jakbym mogła to bym go zjadła. Nie ma drobinek, daje piękną taflę koloru na ustach, przyjemnie się go nakłada, dzięki nieco wymyślnemu aplikatorowi, nie wysusza ust, długo się utrzymuje i do tego kosztuje niewiele. Polecam! :)



Real Techniques – Stippling Brush

Pisałam o nim TUTAJ i TUTAJ Używam go codziennie do nakładania podkładu. Jest cudowny, rewelacyjny, mięciutki, super się myje i nie gubi włosów! :)







Uff... Dotrwałyście do końca?
Miałyście coś z tego zbioru kosmetyków i akcesoriów? :):)

Zachęcam Was także do likowania mojego Facebooka by być na bieżąco ze wszystkimi nowościami :)

Czekam na Wasze komentarze!
Buziaki :*

poniedziałek, 24 lutego 2014

MAKIJAŻ - Pistacjowe szaleństwo!

Czas na kolejny makijaż!
Zima za nami, ale na dworze wciąż szaro, brudno i deszczowo... Ale mam na to sposób! Nie ma nic lepszego jak 'ubranie' naszych oczu w żywe kolory!
Dziś naszło mnie na zielono-miętowo-pistacjowy kolor połączony z pięknym brązem, który gości na moich oczach przez ostatnie kilka tygodni.
Oto efekt tej mieszanki:










Zielono-miętowo-pistacjowy cień to pigment o nr 40 z kasetki o której pisałam TU. 
Brąz to z kolei Inglot 423P. 

Podkład - CK Infinite Hydration 102 tawny
Bronzer - Essence  01 Ibiza sun
Puder - Essence Pure skin compact powder 01 beige
Tusz - Essence Get big lashes
Korektor - Miss Sporty Liqiud concealer 001 Light
Liner - Mariza Selectiv Wodoodporny liner do oczu
Błyszczyk - Essence - Ballerina backstage


Jak Wam się podoba takie nieco wiosenne połączenie? :)
Czekam na Wasze komentarze!
Buziaki :*




środa, 19 lutego 2014

MAKIJAŻ - Blendujemy cienie :) Po niemiecku :D

Witajcie!
Dziś makijaż, którego nie mogłam powiązać z kolorem flagi Niemiec :)


Makijaż odważny, kolorowy, widoczny z daleka. Oczywiście jedyną trudnością w wykonaniu tego makijażu to połączenie kolorów, które nie mają ze sobą nic wspólnego - można powiedzieć, że trochę się gryzą między sobą. Ale dla takich efektów warto jest popracować nad przejściami kolorystycznymi :)
Pamiętajcie, nie przejmujcie się tym, że blendowanie Wam nie wychodzi - mi też się to nie udawało i ja też się tego uczyłam od podstaw :)








Makijaż w rzeczywistości jest dużo bardziej intensywny... Niestety brak dobrego światła skutecznie uniemożliwił pokazanie go Wam w pełnej okazałości - czyli intensywności :(

 Mimo wszystko mam nadzieję, że Wam się podoba. 
Co o nim sądzicie? 
Czekam na Wasze komentarze!
Buziaki :*