piątek, 16 maja 2014

RECENZJA - Cien, Gentle Facial Wash. Nr 1 mojej pielęgnacji :)

Dziś czas nadszedł na długo wyczekiwaną przez Was recenzję żelu do mycia twarzy Cien.
Żel dostępny jest w sieci sklepów Lidl, przez co patrzymy na te kosmetyki nieco z przymrużeniem oka, myśląc, że na pewno nie są dobre. Nic bardziej mylnego! Jest to mój hit i obowiązkowy punkt w codziennej pielęgnacji skóry twarzy!

Cien Gentle Facial Wash
Wersja Moisturising Aqarich – dl normalnej i mieszanej cery
Dostępność – Lidl
Cena – 4,99.


  • OPAKOWANIE.
Plastikowa tubka, niewielka, lekka. Bardzo fajne zamknięcie na klik, porządnie wykonane. Dobrze się zamyka, niezbyt ciężko i niezbyt lekko. Dzięki temu nie mamy problemu z zamykaniem i otwieraniem produktu, gdy mamy mokre dłonie. Opakowanie, jak to opakowanie. Ma ładnie wyglądać i skutecznie przechowywać produkt, a tak się dzieje w tym przypadku. Ponadto opakowanie nie przecieka, nie wypuszcza zbęnych ilości produktu ze środka, samoistnie się nie otwiera :)


  • KONSYSTENCJA.
Konsystencja żelowa, nieco gęsta. Bardzo przyjemna w stosowaniu :)Nieco lejąca się ale w żadnym wypadku nie wpływa to negatywnie na stosowannie tego produktu.


  • ZAPACH.
Bardzo przyjemny. Dla mnie ten żel pachnie czystą i świeżą skórą. Nie jest ani mocny, ani słaby. Wyczuwalny tylko podczas stosowania. Absolutnie nie utrzymuje się na twarzy.

  • APLIKACJA.
Żel nanosimy na zwilżoną skórę i masujemy. Ja to robię dłońmi – tak jest mi po prostu wygodniej. Po czym zmywam ciepłą wodą. Sama aplikacja żelu jest bardzo przyjemna – nie tylko ze względu na zapach. Warto tutaj zaznaczyć, że żel w ogóle się nie pieni. Dla mnie nie jest to wada. Nie potrzebuję piany, by równomiernie rozprowadzić produkt i wmasować go w twarz. Bardzo łatwo się go zmywa. Wystarczy przemyć twarz ciepłą wodą i produkt ładnie schodzi nam z twarzy.

  • DZIAŁANIE.
Na początku muszę wspomnieć, że żel po zmycu twarzy zostawia nam ściągnętą skórę. Nikt z nas nie lubi tego uczucia... Ja jednak mam do niego nieco lekki stosunek. Mnie to w ogóle nie przeszkadza, ponieważ po każdym myciu twarzy stosuję tonik w celu wyrównania pH skóry, więc ściągnięta skóra mi nie straszna!
Wracając do działania, żel fajnie zmywa makijaz twarzy (nie oczu!). Radzi sobie nawet z mocnym makijażem twarzy tpu revlon colorstay, z którym problem ma większość żeli do mycia twarzy. Nie wysusza skóry, nie zapycha porów. Nie zostawia nam suchych skórek, a twarz po umyciu żelem aż piszczy pod palcami :)

  • WYDAJNOŚĆ.
Używam tego żelu już parę ładnych miesięcy i już niedługo będę musiała się w niego zaopatrzyć ponownie. Jets wydajny z tego z wzgęlu, że nie potrzeba nam wielkieh ilości, by umyć twarz. Tak naprawdę wystarczy kropla wielkości fasolki, żeby umyć całą twarz z makijażu :)


  • PODSUMOWANIE.
Zdecydowanie polecam ten żel. Jest tani, w miarę łatwo dostępny, dobrze działa na skórę, robi to, co ma robić i przy tym nie szkodzi. Czego chcieć więcej? Ja zdecydowanie polecam wypróbowanie! Oczywiście kupię go ponownie! :)



Miałyście ten żel?
A może używałyście innych kosmetyków firmy Cien?
A może macie styczność z komsetykami kolorowymi tej firmy, których ja niestety w swoich lidlach nie posiadam?
Dajcie znać, jakie macie przemyślenia na jego temat! :)
Buziaki!



PS. Pamiętajcie, że już tylko do dziś do godziny 24.00 możecie wziąć udział w rozdaniu Firmoo! Do wygrania kod na -30$ na okulary z TEJ strony!
Aby wziać udział w rozdaniu wystarczy być TYLKO obserwatorem mojego bloga! Więcej szczegółów -->KLIK.

Swój udział możecie zgłosić w komentarzu TUTAJ :)
 

wtorek, 13 maja 2014

MAKIJAŻ - My Secret hot colors :)

Dziś (w końcu!) przychodzę do Was z makijażem. Wiem, że dość rzadko je wstawiam, ale niestety brak czasu skutecznie mi to uniemożliwia. Ale kiedy tylko mogę robię zdjęcia i wstawiam je specjalnie dla Was. Tak, tak! Robię zdjęcia bo w każdym makijażu, jaki tu widzicie chodzę :) Nie robię makijaży tylko na potrzeby bloga. Więc, jak widzicie wyjście w mega kolorowym, czy mocnym makijażu to dla mnie nie problem.

W makijażu wykorzystałam kilka nowości. Po raz pierwszy użyłam paletki MS Hot Colors i powiem Wam, że jestem nią oczarowana! Jest lepsza niż Acid, do którego wciąż nie mogę się przekonać (ale testuję i już niedługo Wam o nim opowiem).
Po raz pierwszy użyłam także tuszu do rzęs W7, który pokazywałam Wam ostatnio w zakupach (klik). I mam co do niego mieszane uczucia. No cóż, zobaczymy z czasem, jak się sprawdzi.
Tymczasem zapraszam Was do oglądania makijażu!










Kosmetyki użyte w makijażu:

Oczy:
My Secret Hot Colors Paletka.
Mariza matowy cień do powiek nr 9 głęboka czerń.
Ingrid Cosmetics Baza pod cienie
W7 Soufle tusz do rzęs

Twarz:
Rimmel lasting finish 100 ivory.
Essence pure skin powder 01 beige
Lovely Sunny powder
Catrice camouflage 020 light beige

Brwi
Maybelline Color tatoo 40 permanent taupe

Usta
Maybelline color sensational popstics 040 crystal pink

O nowych kosmetykach na pewno Wam opowiem! Co do niektórych mam już pewne spostrzeżenia, ale zachowam je na razie dla siebie, by później wydać pełny osąd :)

Co sądzicie o makijażu?
Wyszybyście z domu w takim make upie? :)
Czekam na Wasze komentarze!
Buziaki!


Przypominam o rozdaniu na blogu ! (KLIK)

poniedziałek, 12 maja 2014

Coś dla tygrysków - ZAKUPY!

Witajcie Kochane! :)
Brak czasu spowodował mały zastój na blogu ale już do Was wracam i pędzę pokazać Wam moje nowe nabytki z ostatnich zakupów! Bardzo lubię, kiedy Wy chwalicie się swoimi nowościami, więc robię to i ja :)



Tak, wiem, że wyniki rozdania jeszcze nie pojawiły się na blogu. Wiem, że na to czekacie, ale jest to zupełnie celowe i zamierzone. Nie bójcie się - nic strasznego się nie stanie, wręcz przeciwnie :P Przepraszam Was za utrudnienia, mam nadzieję, że nie będziecie mieć mi tego za złe. O wszystkim Was będę informować na bieżąco.

A tymczasem powracamy do zakupów, które poczyniłam ostatnio. Nie były to wielkie zakupy, ale odnalazłam sklep, który jest niesamowity i jestem  tak strasznie zadowolona z zakupów, że cieszę się, jak małe dziecko :)

  • DERMEDIC Hydrain3 Hialuro Płyn Micelarny H2O (cera sucha).
Przy okazji wizyty w aptece, przy kasie zauważyłam, jak stał ze swoimi kolegami i wołał 'weź mnie, weź mnie' no to wzięłam. Kosztował mnie tylko 5zł, więc całkiem niewiele. Jest niewielki, bo ma tylko 100ml pojemności. Ale dzięki temu jest poręczny i nadaje się do noszenia w kosmetyczce w razie awarii :) Pięknie pachnie, a tego jak działa jestem bardzo ciekawa bo testowanie jeszcze przede mną :)



  • MAYBELLINE ColorSensional Popsticks 040 Crystal Pink.
Skusiło mnie opakowanie. Nie da się ukryć, że jest cudowne i słodkie :) Nie dajcie się zmylić, bo nie jest to ta popularna pomadka nawilżająca do ust. Ja mam popsticks, czyli żelową pomadkę do ust. Nie widziałam jej nigdzie u nas i nie wiem, czy w ogóle jest dostępna w Polsce. Kosztowała mnie tylko 7zł i powiem Wam, że już żałuję, że nie wzięłam innych kolorów.




  • FASHION PROFESSIONAL Hair Mask.
Kolejna, po żelowej pomadce rzecz ze sklepu perełki :D Maska do włosów. Podejrzewam, że jest to maska niemiecka lub dostępna w Niemczech. Nic o niej nie wiem, więc wzięłam pierwszą, która wpadła mi w oko. Zobaczymy, jak będzie się sprawować na moich krótkich włosach. Co prawda mam włosy w o wiele lepszej kondycji po tym, jak ścięłam 2/3 długości, ale potrzebują nawilżenia... Zobaczymy z czasem, co potrafi ta maska. Kosztowała 6,90zł.



  • MARION Satynowe Mleczko do kręconych włosów.
Jak wiecie, bo widzicie po zdjęciach, moje włosy się kręcą. Teraz robią to w trochę inny sposób ze względu na swoją długość i jeszcze nie potrafię ich układać, dlatego też będę się wspierać układaczem do włosów :) Wybór padł na takie małe mleczko, a że było tanie - 5,99zł, nie zastanawiałam się długo :)



  • W7 Soufle Maskara
Kolejny tusz w mojej kolekcji, jak wiecie mam na ich punkcie totalnego bzika :) Na pewno pokażę Wam go bliżej, przedstawię efekt, jaki daje na rzęsach. Także pochodzi z super sklepu i tak, jak poprzednicy, kosztował niewiele bo 7,80zł.




  • BIEDRONKA Zestaw pędzli.
Kiedy zobaczyłam gazetkę Biedronki od razu wiedziałam, że muszę iść i upolować jakieś fajne masło do ciała z bielendy. Pędzle także wpadły mi w oko, ale stwierdziłam, że tyle ich mam, że na nie akurat nie będę zwracać uwagi. Niestety, kiedy je zobaczyłam, wpadły mi do koszyka i koniec. Nie było mowy o tym, by ich nie kupić. Kupiłam i nie żałuję. Są niewielkie, lekkie i niesamowicie miękkie. Ciekawa jestem tylko, jak będą sprawdzać się w akcji. Kosztowały 23,99zł.




  • GARNIER Color Sensation 4.60 Intensywna Ciemna Czerwień
Farba, do której wracam za każdym razem po testowaniu nowej, innej farby niż ta. Jest to farba, którą lubią moje włosy, nie wypłukuje się tak szybko i do tego ma kolor bardzo zbliżony do mojego wymarzonego koloru włosów :) 



To by było na tyle z moich nowości. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam. Ciekawa jestem, czy miałyście okazję mieć i używać coś z powyższych produktów. 
Czekam na Wasze komentarze.
Buziaki :*

czwartek, 8 maja 2014

RECENZJA - Essence Pure Skin Anti Spot Powder.

Nadszedł czas na recenzję pudru, którego używam już bardzo długo. Mianowicie jest to puder Essence Pure Skin Anti Spot Compact Powder.
Kupiłam go jak zwykle pod wpływem chwili. Wpadło mi w oko opakowanie i wpadł w moje ręce szybciej niż mi się wydawało.



Essence Pure Skin Anti Spot Compact Powder
Kolor 01 beige
Cena ok 10zl
Dostępny w szafie Essence.

Zapewnienia producenta:

Puder w kompakcie z antybakteryjną formułą Clearderm Complex. Zwalcza wągry i pozostałe niedoskonałości cery. Nie zatyka porów oraz zapewnia długotrwały mat.


  • OPAKOWANIE.
Ładne, estetyczne, bez zbędnych pierdółek. Lekkie, plastikowe. Zamknięcie trzyma mocno ale nie ma trudu by go tworzyć, także nie musimy łamać paznokci, by móc dostać się do wnętrza plastikowego kółeczka.


  • KONSYSTENCJA.
Jak na puder kopaktowy przystało, puder jest suchy, zbity, nawet powiedziałabym, że bardzo mocno ubity/sprasowany.



  • APLIKACJA.
Bardzo łatwa. Aplikuję go pędzlem kabuki na całą twarz i okolicę oczu, w celu utrwalenia korektora. Nie pyli, nie osypuje się na ubrania. Łatwo przywiera do skóry, nie tworzy plam w trakcie aplikacji go na twarz. Dobrze się rozciera i fajnie pracuje z pędzlami do pudru.

  • DZIAŁANIE.
Bardzo fajnie matuje. Efekt zmatowienia widać dobre kilka godzin. Nie mam w zwyczaju poprawiać makijażu w ciągu dnia, i tego nie robię, a efekt pudru trzyma się przez czas, kiedy mam makijaż na sobie. Zobaczymy, jak będzie sprawdzał się, kiedy nadejdą cieplejsze dni i cera będzie wytwarzać więcej sebum. Efektu redukowania, czy też likwidowania zaskórników tudzież krost nie zauważyłam, ale zauważyłam coś ważniejszego. Nie zapycha porów! A to jest w moim przypadku najważniejsze.
Warto dodać też, że na twarzy jest niewidoczny, i co najważniejsze – nie ciemnieje!


  • TRWAŁOŚĆ.
Jak już wspomniałam puder matowi cerę przez ladnych kilka godzin. Trzyma się na skórze, fajnie utrwala makijaż, nie robi plam. Nie wymaga poprawek w ciągu dnia (u mnie!).

  • WYDAJNOŚĆ.
Używam go już naprawdę długo i widać dopiero niewielkie wgłębienie w pudrze. Myślę, że ędzie mi służył aż do wakacji, jak nie dłużej.

  • PODSUMOWANIE.
Bardzo fajny puder, fajnie matowi, fajnie utrwala makijaż. Kosztuje niewiele i jest raczej dobrze dostęny. Może nie spełnia wszystkich obietic producenta, ale robi to, co ma robić puder. Jest świetny i mogę go polecić.


Znacie ten puder?
Używałyście go kiedyś?
Czekam na Wasze opinie w tej sprawie!
Buziaki!

Przypominam o rozdaniu na moim blogu :)


poniedziałek, 5 maja 2014

RECENZJA - Pierre Rene Volumator tusz do rzęs.

Jakiś czas temu w zakupach pokazywałam Wam mój nowy tusz do rzęs (KLIK). Tusz kupiony całkiem spontanicznie, bez namysłu i sugerowania się jakimikolwiek opiniami na jego temat. Zresztą takowych nie znałam. Tuszu także nie. Wybór padł na pierwszy lepszy tusz. A, że ja mam fioła na punckie takich mazideł do rzęs (co pewnie wiecie :D) pomyślałam 'czemu nie?', kupiłam, wytestowałam i teraz przychodzę do Was trochę pogadać o tym produkcie :)



Tusz Pierre Rene, Volumator Gigantic Brush.
Cena 17,99.
Kupiony w drogerii Laboo.
Dostępny w szafach Pierre Rene.

Zapewnienia producenta:
Maskara Volumtor z gigantyczną szczoteczką gwarantujacą ultra szybkie, ekstremalne pogrubienie. Spektakularny efekt bez smug (??????) i grudek.

Sorry, ale jak przy używaniu tuszu na rzęsach mogą powstać smugi? Wyjasnicie mi to?

  • OPAKOWANIE.
Tusz zakmnięty w czarnej, matowej buteleczce o bardzo prostym, aczkolwiek graficznym kształcie. Bardzo wygodne zamknięcie, przy którym słyszymy wyraźne kliknięcie, któro upewnia nas, że tusz jest zamknięty i nam nie wyschnie. Na buteleczce naklejone naklejki z informacjami od producenta. Nic się z nimi nie dzieje, nie odklejają się, nie ścierają.

  • APLIKATOR.
Wielka, ogromna szczota, które ja tak kocham i uwielbiam. Długie, gęste włoski. Dość sztywne, co wpływa dodatnio na proces aplikacji tuszu.

  •   KONSYSTENCJA.
I tu zaczynają się schody. Jak do tej pory i opakowanie i szczoteczka i zapewnienia producenta mi się podobały, tak po otwarciu i użyciu tuszu, produkt podobał mi się już znacznie mniej. Tusz jest gęsty, a przy tym strasznie suchy. Ale co najciekawsze efekt, jaki daje na rzęsach jest niesamowity!
Także konsystencja sama w sobie jest nieco dla mnie za sucha. Poza tym tusz ma skłonności do tworzenia grudek.

  • APLIKACJA.
Jak już wspomniałam przed chwilką tusz jest suchy i dość gęsty. Potrafi tworzyć grudki na rzęsach. Sama aplikacja nie jest jakaś najprostsza i nie należy do najkrótszych, ale dla takiego efektu warto trochę popracować. Dwa, czy trzy pociągnięcia po rzęsach zdecydowanie nie wystarczą na to, by nasze rzęsy przy zastosowaniu tej maskary wyglądały dobrze. Trzeba znacznie dłużej popracować, pogłaskać i dopieścić rzęsy, by efekt był zadowalający. Mnie akurat taka aplikacja ani grzeje ai ziębi, bo czas trwania malowania rzęs nie jest dla mnie wyznacznikiem dobrego tuszu. Nie mam także minuty na pomalowanie obu oczu z górnymi i dolnymi rzęsami. Dlatego też aplikacja, jak aplikacja – całkiem normalna, jak dla mnie. Warto wspomnieć, że tusz nie skleja rzęs, a przy większej ilości ruchów szczoteczką po rzęsach, ładnie je rozdziela.

  • DZIAŁANIE.
Za chwilę ocenicie je same, patrząc na zdjęcia. Mnie efekt zadowala. Rzęsy są długie, gęste, czarne, ekstremalnie podkreślone.







  • TRWAŁOŚĆ.
Tusz się nie kruszy w trakcie noszenia, nie osypuje się, nie znika z rzęs. Dobrze się zmywa, nie rozmazuje się z trakcie demakijażu.Za to strasznie szybko zasycha. Jak wiecie, dbam o tusze i nigdy nie wycieram nadmiaru o brzeg opakowania, a tusz mimo wszystko praktycznie już wysechł...

  • PODSUMOWANIE.
W mojej ocenie tusz jest raczej średni. Efekt, jaki daje zadowala mnie w stu procentach. Może nie jest to tusz idealny, posiada kilka wad, ale da się go używać. Nie wiem, czy wrócę do niego. Na pewno pomysł Pierre Rene na maskarę był fajny więc może skuszę się na jakąś inną z ich gamy tuszów do rzęs :) Zobaczymy. Nic nie będę obiecywać, bo jak wspomniałam na początku moje zakupy często są spontaniczne.

Znacie ten tusz?
Jakie macie zdanie na temat efektu, jaki daje na moich rzęsach?
Czekam na Wasze komentarze!

Buziaki!


PS. PRZYPOMINAM O ROZDANIU FIRMOO! :) 

piątek, 2 maja 2014

ROZDANIE Z FIRMOO!

Te z Was, które czytają mojego bloga od dłuższego czasu wiedzą, że kilka miesięcy temu dostałam okulary od Firmoo dzięki uprzejmości Laury. I pewnie wiecie też, jak bardzo kocham te okulary! Miałam oczywiście swoje okulary, kupione u optyka, ale  nie nosiłam ich bo ... Bo nie wiem dlaczego. Teraz już wiem, że po prostu były niewygodne i ciężkie. Macie okazję na zdjęciach ujrzeć to, że swoje Firmoo kocham i uwielbiam i możecie wierzyć lub nie, ale noszę je naprawdę codziennie (niektóre z was miały okazję mnie nawet widzieć w nich na żywo i dzięki okularom właśnie zostałam rozpoznana :D). 
Tyle słowem wstępu.
Laura po kilku miesiącach znów się odezwała, tym razem z propozycją nie do odrzucenia! Mianowicie:

OGŁASZAM ROZDANIE!

Bardzo chciałabym, abyście Wy też miały okazję przekonać się, jak cudowne są te okulary! Dlatego mam dla Was 5 voucherów na -30$ !! na okulary z tej strony:



Do wyboru macie nie tylko okulary korekcyjne ale także albo i przede wszystkim przeciwsłoneczne. Więc idealne na obecną porę roku i nadchodzące lato! A więc łapki na klawiaturkę i zgłaszajcie się do rozdania, bo naprawdę warto. 30$ off to niezła sumka, przyznacie mi rację :)

Aby wziąć udział w rozdaniu wystarczy, że:
  • Będziesz obserwatorem mojego bloga,
  • Napiszesz w komentarzu FIRMOO, adres swojego maila oraz nazwę, pod jaką mnie obserwujesz.


To wszystko!!
Nic trudnego, prawda? Jeśli macie ochotę serdecznie Was zapraszam do wzięcia udziału do rozdaniu, bo okulary są naprawdę rewelacyjne! Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej zapraszam  do posta (KLIK), w którym z bliska pokazałam Wam swoje okulary!


Rozdanie obowiązuje od dziś, czyli 2.05.2014 do 16.05.2014 do godziny 24.00